Jezioro Kierskie

//new.rjkp.pl/wp-content/uploads/2016/11/mapka_kiekrz.jpg
powierzchnia -285 ha
głębokość maksymalna -37,6 m
głębokość średnia -10,1 m
długość maksymalna -4470 m
szerokość maksymalna -1060 m
lustro wody znajduje się -72 mnpm

Kilka ciekawych artykułów o Jeziorze Kierskim

Co bąbli w jeziorze ... ?

napowietrzacze Jeziora Kierskiego

ZAŁOŻENIA BIOLOGICZNE METODY NAPOWIETRZANIA WÓD NADDENNYCH

I. Termika jezior w cyklu rocznym.

Jezioro nie jest tworem jednolitym. W naszym Klimacie, w okresie letnim i zimowym, przy odpowiedniej głębokości rozdziela się ono w strukturze pionowej na części, które okresowo prowadzą samodzielną lub prawie samodzielną gospodarkę ekosystemową. W najprostszym przypadku jeziora stratyfikowanego dimiktycznego, a takim jest jezioro Kierskie, części te to:

1. Epilimnion - warstwa górna.
W okresie letnim jest to warstwa miąższości od Kilku do kilkunastu metrów nagrzanej wody o ustabilizowanej temperaturze, w której odbywa się główny w pelagicznej części zbiornika proces produkcji materii organicznej z substancji pokarmowych przy współudziale promieni słonecznych. Producentami materii organicznej są glony. Tak więc tylko epilimniom ma zdolność przechwytywania i przerobu napływających z zewnątrz i z pozostałych części zbiornika substancji pokarmowych w materię organiczną w procesie produkcji pierwotnej. Ze strefy tej ma miejsce eksport materii organicznej do dolnych warstw wody. Natomiast w okresie zimowym - ze względu na specyficzną charakterystykę zmian gęstości wody w funkcji temperatury - jest to najzimniejsza część zbiornika. Epilimnion - ze względu na przebiegające w nim procesy fotosyntezy - jest z reguły nasycony lub przesycony tlenem, więc nie zachodzą w nim zjawiska beztlenowego rozkładu materii organicznej.

2. Metalimnion (termoklina) - warstwa środkowa.
W warstwie tej - o miąższości kilku metrów - następuje w okresie stagnacji letniej gwałtowny spadek temperatury wody z głębokością, a w okresie stagnacji zimowej - jej podwyższenie. Strefa ta dzieli epilimnion i hypolimnion, a jej gradient temperaturowy oraz ruchy pionowe stanowią o możliwościach powrotu substancji pokarmowych i obumarłej materii organicznej z hypolimnionu do wierzchnich warstw wody.

3. Hypolimnion - warstwa dolna.
Warstwa o ustalonej niskiej temperaturze wody. W jeziorach głębokich - z powodu podanego wyżej temperatura ta waha się w granicach 4 - 7°C. Wody tam zalegające odznaczają się wysoką żyznością oraz występowaniem silnych deficytów tlenowych. Ze względu na stagnację i brak możliwości kontaktu z powietrzem atmosferycznym przez większą część roku, w warstwie tej gromadzą się produkty metabolizmu destruentów i reducentów, następuje wzrost koncentracji soli pokarmowych, wydzielają się substancje powstające w procesach gnilnych (nie rozłożona w pełni materia organiczna, kwasy organiczne, alkohole, siarkowodór, metan itp.).
W jeziorach dimiktycznych opisane warstwy wody utrzymują się wyraźnie w okresie letnim oraz zimowym. Ha wiosnę oraz na jesieni, ze względu na odpowiednio: ocieplanie się lub ochładzanie wierzchnich warstw wody (a więc zmianę jej ciężaru właściwego), oddziaływanie wiatru, opadów atmosferycznych itp. następuje mieszanie się wody w całej misie jeziornej. W konsekwencji ma miejsce wynoszenie żyznych, odtlenionych warstw wody znad dna ku powierzchni, a wtłaczanie wód uboższych w substancje pokarmowe lecz bogatych w tlen ku dołowi. Jedynie te dwa okresy w cyklu rocznym sprawiają, że do osadów dennych zgromadzonych w zbiorniku dociera wystarczająca ilość tlenu umożliwiająca rozkład zdeponowanej materii organicznej do dwutlenku węgla i wody bez uwalniania szkodliwych produktów niepełnej jej destrukcji.

II. Cele napowietrzania wód naddennych jeziora.

Produkcja pierwotna materii organicznej zachodzi tylko w przypowierzchniowej - eufotycznej - warstwie wody, do granicy zasięgu promieni słonecznych. Grubość tej strefy jest stabilizowana procesem sprzężenia zwrotnego ujemnego im mniejsza jest żyzność wody, tym mniej organizmów planktonowych się w niej rozwija i tym samym promienie słoneczne przenikają głębiej. W przypadku zwiększenia trofii powierzchniowej warstwy wody, a tym samym umożliwienia rozwoju większej ilości komórek roślinnych - a co za tym idzie i organizmów zwierzęcych - tym strefa prześwietlona zbiornika zmniejsza się. Przyczyny zwiększania się trofii górnych warstw wody w zbiorniku mogą mieć dwa podstawowe źródła:
- dopływ substancji pokarmowych z zewnątrz (allotrofizacja),
- uwalnianie istniejących zasobów pokarmowych i ich dopływ z innych partii jeziora (autotrofizacja).

Likwidacja dopływu biogenów ze źródeł zewnętrznych wymaga uporządkowania gospodarki wolno-ściekowej w całej zlewni zbiornika i utrzymywania jej w odpowiednim reżimie, stabilizacji procesów erozyjnych, zmian w sposobie prowadzenia gospodarki rolnej w zlewni i innych zabiegów. Likwidacja źródeł wewnętrznego zasilania zbiornika w biogeny może przybierać różnorodne formy oddziaływania. W ogólnych zarysach można je usystematyzować jako:
- fizyczne unieczynnienie biogenów w miejscach, skąd nie mogłyby być powtórnie uwolnione do wody (np. w osadach dennych odciętych od wody warstwą nieprzepuszczalną dla uwalnianych substancji odżywczych)
- przeprowadzenie przyswajalnych form pokarmowych występujących w wodzie w ich postacie fizjologicznie niedostępne dla organizmów (np. chelatowanie)

Zastosowanie napowietrzania naddenych wód akwenu ma na celu powstrzymanie przenikania uwolnionych związków pokarmowych z zasobów już istniejących w zbiorniku do strefy w której mogą one być wykorzystane do syntezowania materii organicznej. Ze względu na fakt, że wizualna ocena jakości wody wiąże się z tzw. "przeźroczystością", należy zapobiegać możliwości nadmiernego rozwoju organizmów planktonowych w jeziorze. Aby prawidłowo ocenić możliwości "sterowania przeźroczystością", należy zdefiniować rolę poszczególnych czynników umożliwiających bujny rozwój fitoplanktonu w pelagialu zbiornika.

Stężenie i ilość poszczególnych składników pokarmowych w wodzie. Główną rolę, spośród substancji mineralnych, odgrywają tutaj: węgiel (C), azot (H), fosfor (P), potas(K), wapń (Ca), magnez (Mg) oraz mikroelementy. Pierwiastki te, występujące w wodzie w różnych połączeniach chemicznych, umożliwiają rozwój i wzrost glonów poprzez: wbudowywanie ich w ciała organizmów (rola budulcowa) oraz pełnienie w samych komórkach funkcji fizjologicznych i biochemicznych takich jak uczestniczenie w przemianach energetycznych (rola metaboliczna). Dla zapewnienia Komfortu pokarmowego poszczególne pierwiastki i ich formy powinny występować, w określonych specyficznymi wartościami granicznymi, w odpowiednich proporcjach. W przypadku powstania niedoboru któregokolwiek elementu pokarmowego, proces wzrostu komórek ustaje, do czasu zrównoważenia układu.

Światło. Do wytworzenia materii organicznej w procesie fotosyntezy niezbędne jest dostarczenie energii świetlnej. W warunkach naturalnych w przypowierzchniowych warstwach wody światło słoneczne nie jest z reguły czynnikiem limitującym wzrost glonów. Wyjątkami mogą się okazać warunki opisanej wyżej, szczególnie w połączeniu z sytuacją Kiedy ma miejsce silny zakwit niektórych gatunków sinic (jako organizmów utrzymujących tuż pod powierzchnią wody), lub kiedy notuje się dużą koncentrację abiosestonu.

Aby móc w sposób efektywny zaburzyć proporcje poszczególnych czynników biorących udział w rozwoju glonów, należy rozpatrzyć możliwości ingerencji w poszczególne ogniwo łańcucha, a także skuteczność takiego oddziaływania. Ze względów praktycznych nie jest możliwe w skutecznym wymiarze ograniczenie dostępu światła do jeziora. Podobnie, ze względu na bardzo małe wymagania w stosunku do mikroelementów, to ogniwo pozostaje poza możliwościami efektywnej ingerencji zewnętrznej. Z pozostałych pierwiastków biogennych wapń i magnez występują zawsze w glebach i dostarczane są do zbiorników w wyniku naturalnego wypłukiwania ich. Z powyższych powodów uwagę nalepy skupić na pozostałych trzech pierwiastkach biogennych: węglu, azocie i fosforze. Węgiel, pod postacią dwutlenku węgla, węglanu wapnia i wodorowęglanu wapnia, występuje zwykle w wodach w ilości nadmiarowej, jedynie w okresach silnego zakwitu glonów w zbiornikach słabo zbuforowanych może stanowić czynnik limitujący. Poza tym istnieje stały dopływ dwutlenku węgla do biocenozy jeziora w wyniku procesu utleniania materii organicznej, oddychania organizmów oraz przenikania z powietrza.

Azot, głównie pod postacią azotanów, jonu amoniakalnego i w mniejszej ilości azotynów również występuje w wodach w ilościach uniemożliwiających efektywne jego unieczynnienie. Poza powyższym niektóre z gatunków sinic potrafią, wykorzystując proces nitryfikacji, uniezależniać się od zasobów azotu w zbiorniku, wiążąc azot cząsteczkowy do związków przez nie wykorzystywanych. Dlatego też uważa się, że pierwiastek ten tylko w specyficznych przypadkach może mieć charakter limitujący rozwój organizmów w zbiornikach wodnych. Z wymienionych biogenów tylko fosfor, który jako składnik pokarmowy występuje w naturze w najmniejszych koncentracjach (w porównaniu do pozostałych nutrientów), oraz proporcjonalnie jest jego najmniej w wyprodukowanej masie organicznej, może podlegać efektywnej kontroli. Dla uzmysłowienia proporcji należy podać, że w procesie fotosyntezy zapotrzebowanie na: węgiel, azot i fosfor ma się tak jak: 106:15:1. Uwzględniając ilość fosforu w biomasie glonów, doprowadzenie do biocenozy 1 kg fosforu umożliwia wyprodukowanie ok. 1000 kg świeżej masy glonów (tj. ok. 100 kg suchej masy organicznej). Obumierając, do swojego rozkładu ta ilość materii organicznej potrzebuje ok. 2O0 Kg tlenu.

Z wyżej przedstawionych powodów w chwili obecnej uważa się, że w celu ograniczenia produkcji materii organicznej w zbiorniku, należy w maksymalnym stopniu ograniczyć dopływ do niego związków fosforu, a istniejący w ekosystemie jego zapas w skuteczny sposób unieczynnić. Z proponowanych metod, najmniej ingerującą w naturalne układy biologiczne, oraz stosunkowo prostą w zastosowaniu jest niedopuszczenie do występowania silnych deficytów tlenowych w zbiorniku, a szczególnie w jego partiach naddennych. Uważa się, że granicznym stężeniem tlenu w wodzie, przy którym procesy autotrofizacji i uwalniania związków toksycznych nie następują, jest ok. 4 mg/l. Przy stężeniach poniżej tej wartości, szczególnie gdy równocześnie potencjał red-ox spadnie poniżej wartości ok. 100 mV, w wodzie i osadach dennych zachodzą reakcje chemiczne o charakterze redukcyjnym, w wyniku których powstają takie substancje jak siarkowodór, metan, kwasy organiczne oraz następuje migracja fosforu z osadów dennych do wody. Jak już zaznaczono, w okresie stagnacji fosfor uwolniony z osadów dennych pozostaje w hypolimnionie zbiornika i nie jest wprowadzany powtórnie do warstwy eufotycznej. Wprowadzenie jego powtórnie do obiegu ma miejsce w okresie miksji jeziora, a więc na wiosnę lub jesienią. Aby zapobiec temu niepożądanemu zjawisku, doprowadzenie tlenu do warstwy podskokowej musi następować w sposób ciągły przez cały okres stagnacji letniej lub zimowej. Względnym miernikiem wystarczającej jego ilości w wodach naddennych jest brak uwalnianego siarkowodoru w procesie napowietrzania zbiornika.

Odrębnym zagadnieniem jest negatywne oddziaływanie toksycznych produktów niepełnej destrukcji materii organicznej, która zachodzi w warunkach niewystarczającej ilości rozpuszczonego tlenu. Wyzwalające się w tym procesie substancje oddziaływają destrukcyjnie na całą biocenozę zbiornika. Gazy takie jak siarkowodór czy metan są toksyczne dla wszystkich organizmów żywych (za wyjątkiem niektórych bakterii chemoautotroficznych) i już w minimalnych stężeniach powodują masowe ich obumieranie. W tej sytuacji zawodzą naturalne mechanizmy samoregulacji i układ do tej pory stabilny, zaczyna odkładać w przyspieszonym tempie wyprodukowaną materię organiczną, co powoduje jeszcze większe zapotrzebowanie na tlen. Proces ten w skrajnych przypadkach może doprowadzić do zagłady życia opartego na przemianach tlenowych w zbiorniku. Woda w takim jeziorze nie nadaje się do żadnych celów, nie wyłączając rekreacyjnych. Następnym zagadnieniem jest wiązanie dużych ilości wapnia z wody, która w zbiorniku pełni główną rolę magazynującą nadmiar dwutlenku węgla, a w związku z tym stabilizującą pH wody. W przypadku jego niedostatku, podczas zakwitu glonów następuje w szybkim tempie wyczerpywanie się zapasów wolnego i związanego dwutlenku węgla - a co za tym idzie - gwałtowne podwyższanie pH wody do wartości toksycznej dla organizmów zwierzęcych oraz roślinnych. W skrajnych przypadkach notowano podwyższenie się pH wody do wartości ponad 10.0, co jest zabójcze dla wszystkich organizmów występujących w jeziorach w umiarkowanej strefie klimatycznej.

Sposób działania aeratorów w jeziorze Kierskim warunkowany jest cyklicznym przebiegiem zmian obiegu termicznego w zbiorniku i polega na:

Praca aeratora w okresie stagnacji letniej.W okresie stagnacji letniej - praca aeratora polega na pobieraniu (zasysaniu) naddenych odtlenionych partii wody i transportowaniu jej przewodem (sprężone powietrze) ku powierzchni. W tym czasie następuje wymiana gazowa między fazą wodną (oddawanie nadmiaru dwutlenku węgla, siarkowodoru i innych gazów, pobieranie tlenu) a fazą gazową. Po osiągnięciu powierzchni zbiornika natleniona woda przelewa się do przewodu osłonowego o większej średnicy i jest odprowadzana poniżej metalimnionu, gdzie jest rozprzestrzeniana.

Praca aeratora w okresie stagnacji zimowej.W okresie stagnacji zimowej - dzięki głębszemu zanurzeniu płaszcza zewnętrznego, woda zasysana z warstwy naddennej jest transportowana ku górze rurą wewnętrzną
(sprężone powietrze) i swobodnie rozpraszana w strefie powierzchniowej. W tym czasie działanie aeratorów sprowadza się zarówno do natleniania wody, jak i dokładnego wymieszania wszystkich jej warstw, przez co następuje wyrównanie gradientów wszystkich jej parametrów fizyko-chemicznych. Dzięki ruchowi wody, na powierzchni jeziora utrzymuje się strefa wolna od lodu.

KRAJOBRAZ Kiekrz: widok na szambo

2008-10-18, Aktualizacja: 2008-10-17 16:59

Barbara Sadłowska

Kiedyś było tak: w wodzie były ryby, a na wodzie - rybak. Wokół wody pola, łąki, zagajniki. Pojedyncze ośrodki żeglarskie. I niewiele więcej.

- Przed wojną na Jeziorze Kierskim był Jurga. Od 1930 roku ojciec u niego uczył się fachu rybackiego. Przed wojną, w czasie okupacji - mówi Chrystian Szpoper, od 2007 roku gospodarz jeziora - W czasie wojny przyszedł do ojca wysoki rangą oficer niemiecki i powiedział :

Ty będziesz tu rybakiem i porządek ma być. Wszystkie te domy, co stoją na skarpie brzegu jeziora od Krzyżownik do Kiekrza będą zburzone. Z nich będzie droga zrobiona dla odpoczywającego wojska, a teren się zalesi.

I tak powstała jedyna droga przy jeziorze...
Drogę zbudowali żydowscy więźniowie. Chrystian Szpoper wspomina, że ojciec chował dla nich ryby.
- Czy to nie wstyd, że to Niemcy chronili jezioro, strategiczne źródło wody dla miasta, a my robimy z niego szambo? - zastanawia się Szpoper.
Po wojnie do połowy lat pięćdziesiątych jezioro był o w rękach prywatnych. Potem przejął je Polski Związek Wędkarski. W latach sześćdziesiątych nad brzegami jeziora zagęściło się. Swoje ośrodki budowała milicja, wojsko, poczta, targi i inne wiodące zakłady.

Od ludu pracującego do wielkiego biznesu.
Nad brzegami jeziora wyrosły ośrodki wypoczynkowe zakładów pracy i klubów sportowych. Opłotowane, tylko "dla swoich". Z rurami idącymi prosto w wodę. Gdy czasy się zmieniły, nie spuszcza się już ścieków bezpośrednio do jeziora. Zanieczyszczenia trafiają tam i tak - z setek nieszczelnych szamb domków, daczy i willi. W jeziorze wyginęły szlachetne gatunki ryb - sielawa, lin. Ostatnie raki wyzdychały czterdzieści lat temu. W międzyczasie zmienili się też właściciele niektórych ośrodków. Część poszła w prywatne ręce. Płoty zostały. Ośrodków strzegą ochroniarze. Wyganiają niepożądanych gości.

Z wody najlepiej widać, czyje jest jezioro i co historia pozostawiła na jego brzegu. Za Gomułki: siermiężne ośrodki dla ludu pracującego i pilnującego. Do upadku komuny: skromne domy i dacze. Za III RP - rezydencje i apartamentowce. Z jednym wspólnym elementem, czyli płotem.
- Wszystkie ośrodki od Kiekrza do Krzyżownik pozamykane, płoty do samego jeziora, wręcz do wody - pokazuje pan Chrystian.
Można fotografować te nieszczęsne płoty, pisać o nich w gazetach. Po ostatnim artykule na temat braku swobodnego dostępu do brzegu Jeziora Kierskiego, nie zmieniło się nic.
Płoty nadal wchodzą do wody. Gospodarze ośrodków i prywatni właściciele radośnie łamią prawo.

- Nie wszyscy. Niektórzy pozostawili przejścia, ogrodzili swoje posesje kilka metrów od wody - mówi pan Chrystian. Ale zachodnim brzegiem jeziora się nie przejdzie. Bo chociaż niektórzy pozostawili wymagany przez ustawę wodną dostęp do brzegu, inni nie pożałowali na płoty czy wykopanie kilkumetrowej szerokości rowów. Posuwając się zachodnim brzegiem na południe, za rzędem raczej skromnych domów z widokiem na jezioro, zaczynają się rezydencje, między innymi rodziny znanego dealera samochodów.
Teraz będą mieli nową sąsiadkę. Na jej działce stoi potężny dźwig. Nie, to nie rośnie nowe osiedle, ale wiele wskazuje na to, Ŝe obiekt będzie okazały i raczej bez przejścia dla szaraczków. Już dziś ochroniarz kontroluje sytuację od strony jeziora. Robi zdjęcia ciekawskim, którzy podpłyną zbyt blisko.

Hulaj dusza bez planu
Także na wschodnim i północnym brzegu jeziora inwestorzy nie rezygnują. Przy ulicy Nad Jeziorem stanie duży pensjonat. 6 sierpnia wojewoda uchylił decyzję miasta, które nie godziło się na budowę. Uzasadniało to: brakiem zgody Zarządu Zieleni Miejskiej na dojazd do nieruchomości duktem leśnym; zbyt dużą powierzchnią obiektu, przekraczającą dozwolone 12 procent powierzchni działki; przekroczeniem dozwolonej szerokości elewacji frontowej (15 metrów) oraz zbyt małą odległością budynku od lasu. Z zarzutami nie zgodził się inwestor, Tomasz Nowicki, argumentując, że wjazd i wyjazd na teren nieruchomości będzie odbywał się z ulicy Nad Jeziorem, więc zgoda na przejazdy duktem leśnym nie jest potrzebna. Zakwestionował też doliczanie do metrażu obiektu powierzchni podziemnych garaży. Jako elewację frontową podał część budynku przylegającą do drogi, która tam zbyt szeroka nie jest. Tym sposobem przekonał wojewodę. Ten sam inwestor zamierza też zagospodarować tereny przy ulicy Wilków Morskich, na skraju jeziora. Inny przedsiębiorca złożył wniosek o pozwolenie na zabudowę hotelarsko-pensjonatową przy tej samej ulicy - jest rozpatrywany w urzędzie miasta.

- Staramy się uchronić przed zabudową te tereny, a jeżeli już, to niech to będą obiekty związane ze sportem i rekreacją - mówi Maria Mielcarek z Miejskiej Pracowni Urbanistycznej w Poznaniu. Maria Mielcarek szefuje zespołowi obszarowemu zachodniemu, na którym znajduje się Jezioro Kierskie. Dla jego otoczenia nie ma jeszcze uchwalonego planu zagospodarowania przestrzennego, co oznacza, że można tam budować nawet na terenach, które według projektu są wyłączone z zabudowy. MoŜna to uczynić na tak zwanej zasadzie sąsiedztwa.

- W sytuacjach, gdy plan nie jest uchwalony, tereny, które powinny być wyłączone z zabudowy, są zabudowywane - przyznaje Maria Mielcarek.
- To są tereny bardzo atrakcyjne do zamieszkania i rzeczywiście następuje tu zawłaszczanie przestrzeni krajobrazowej. To kusi - wysoka skarpa, piękne widoki.

Plan zagospodarowania przestrzennego tego terenu zacznie obowiązywać przypuszczalnie od połowy przyszłego roku. Ale nie rozwiąże to problemu zabudowywania jeziora przez sąsiednie gminy: Tarnowo Podgórne i Rokietnicę.

Woda z aromatem bąka
- W jeziorze nie ma życia poniżej 8 - 10 metrów - mówi Chrystian Szpoper. - Na dnie jest beztlenowa galareta. W czerwcu, kiedy siarkowodoru jest najmniej, ryby potrafią tam zejść i żerować. Uważa, że działające od kilku lat napowietrzacze jeszcze pogorszyły stan jeziora. Wtłaczając powietrze do wody, podnoszą tylko zalegający na dnie siarkowodór do góry.
- Z całą odpowiedzialnością stwierdzam - pracując na tym jeziorze przez 35 lat , że nieczystości spływają do niego wodami podskórnymi, bo ośrodki nie są dostatecznie kontrolowane, a dziesiątki domków letniskowych niema szamb. Oraz dopływami, które niosą zanieczyszczenia z okolicznych pól i zabudowań - mówi Chrystian Szpoper, który razem ze Stowarzyszeniem Przyjaciół Jeziora Kierskiego zbiera też śmieci na jego brzegach.

Najweselej było, gdy zarzucono im kradzież...
- Kupiliśmy worki, zebraliśmy dwie tony, a miasto zarzuciło nam, że ukradliśmy te śmieci i pojawił się problem, kto zapłaci za ich wywóz - mówi Mirosław Pancerzyński, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Jeziora Kierskiego. Marzą mu się ogólnie dostępne zadbane plaże, ścieżki rowerowe i spacerowe wokół jeziora - z punktami widokowymi. Jezioro dla wszystkich, nie tylko dla wybranych.


źródło : artykuł pochodzi ze strony Poznań naszemiasto.pl
http://poznan.naszemiasto.pl/archiwum/1809200,krajobrazkiekrzwidoknaszambo,id,t.html